poniedziałek, 31 października 2016

Byle do wiosny

Z głębokim smutkiem pożegnałem w niedzielę czas letni. Od wczoraj jest kijowo i tak będzie do Trzech Króli, kiedy to zacznie być widoczne, że dnia przybywa. Bardzo ubolewam nad tym, że czas letni nie obowiązuje cały rok. Nie powinno być zmiany czasu. Czas letni powinien stać się czasem całorocznym. Niektórzy tak mają. Na przykład Hiszpanie. Nawet jeśli mają czas zimowy, to i tak słońce zachodzi u nich prawie dwie godziny później, niż u nas. To niesprawiedliwe. Żądam dłuższego popołudnia!
To wszystko.

czwartek, 27 października 2016

Po namyśle stwierdzam, że...

...chciałbym być Amerykaninem.

Być Amerykaninem, właśnie tak. Nie mieszkać w Ameryce, nie pojechać tam, pracować. Nie chciałbym być imigrantem w USA, tylko być Amerykaninem rodowitym, bez polskich korzeni. Dlaczego tak? Dlatego, żeby mieć to, co wydaje mi się w Amerykanach najcenniejsze - ich mentalność. Mam na myśli takich Amerykanów, jakich znam z filmu. Prawdziwych nie znam, nie wiem, jacy są. Myślę, że przynajmniej podobni do tych filmowych. Filmowy Amerykanin ma to szczęście, że choćby szło mu źle i czuł się podle, wystarczy, że przypomni sobie, że mieszka w Ameryce, a z miejsca robi mu się lepiej. Przecież urodził się w kraju, gdzie wszystko jest największe i najlepsze. Przecież cały świat mu zazdrości. Do Meksyku czy Kanady jedzie jak do siebie i nie ma takiego kraju na świecie, gdzie by ludzie nie wiedzieli, gdzie leży Ameryka. Leży w pępku świata.

Tak sobie pomyślałem w trakcie oglądania serialu Better Call Saul. Bardzo dobrego zresztą. Główny bohater jest prawnikiem, lecz nie typowym. Marnie idzie mu kariera, nie jest bogaty, nie ma widoków na osiągnięcie wysokiej pozycji i dochodów, ale... jest Amerykaninem. Przeto nie frustruje się, nie rozpamiętuje, jaka niesprawiedliwość go spotyka, tylko działa. Wkurza się, to jasne, wkurzenie nie przeszkadza mu jednak w pracy. To nic, że na biuro podnajmuje kanciapę bez okien na zapleczu gabinetu pedicure, że cienkim głosem udaje przez telefon swoją sekretarkę, której nie ma. Energia w nim kipi. On jeszcze pokaże, on da radę, bo musi się dać. Nie ma takiej opcji, żeby się nie dało. Jest przy tym dobrym człowiekiem, chociaż był oszustem. Dalej nim bywa. Trochę. Czasem coś nagnie, trochę zakombinuje, coś podbarwi, ale, uwaga! nie jest świnią. Nie robi ludziom krzywdy. Zupełnie odwrotnie, niż jego brat, który przestrzega prawa i zasad, ale jest sukinsynem.
Filmowy Amerykanin jest patriotą. Z tym, że patriotyzm u niego znaczy to, że lubi swoją flagę i swój kraj. Gdyby coś jego krajowi zagrażało, to on wyśle to coś do diabła przy pomocy bomb, rakiet i karabinów maszynowych. Nie zamierza przy tym ginąć, bynajmniej. Wojna jest od tego, żeby ginął wróg. A potem Amerykanin wróci do Ameryki żyć w najlepszym miejscu do życia. Będzie pił piwo prosto z butelki i słuchał muzyki country w miejscowej knajpie, jeśli to wieś, albo jazzu, jeśli to miasto. I będzie happy. Nie będzie słuchał pieśni powstańczych, bo w Ameryce nie było powstań. Nie będzie celebrował tragicznych skutków napaści sąsiadów na kraj umiłowany, bo Amerykanie nie mają sąsiadów, którzy byliby w stanie na nich napaść. Nie będzie celebrował katastrofy prezydenckiego samolotu, bo ich samolot z prezydentem się nie rozbija, chociaż prezydent lata dwoma samolotami na raz, co przecież nie może być łatwą sztuką. Fajnie być patriotą w ten sposób. Mnie uczono tylko patriotyzmu w wersji sado-maso, więc nie chcę być patriotą.
Chciałbym mieć amerykańką duszę, yeah.
Ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma, fak.

Na zakończenie amerykańska wersja pieśni Pałacyk Michla, Żytnia, Wola. O chłopcach, co na tygrysy mają visy. Proszsz...



poniedziałek, 24 października 2016

Krótki raport z pierwszej połowy poniedziałku

Przeglądając elektroniczną skrzynkę pocztową, znalazłem trzy następujące po sobie wiadomości, w których powiadomiono mnie, że:
1. Mogę mieć większe przyrodzenie.
2. Kończę zawsze z zyskiem.
3. Nie trzeba już pracować.
Gdyby nie to, że jestem zgryźliwym tetrykiem, który uważa, że szklanka jest w 3/4 pusta, lodowce topnieją, lasy na Borneo się palą, stawy bolą, włos wypada, oko tępieje, politycy to szubrawcy, sprawy idą w złym kierunku, lepiej już było a Freddie Mercury nadal nie żyje, z pewnością ucieszyłbym się, że jest tak wspaniale, a jeśli ktoś myśli, że nie jest, to mu się wydaje, choć może nie całkiem, ale to nic, bo jeśli nawet nie całkiem jest dobrze, to z pewnością będzie i tego się trzymajmy. Tak bym pomyślał. Poczułbym miłe łaskotanie w żołądku. Bo który mężczyzna nie chce mieć większego przyrodzenia, niż ma? Kto kończy zawsze z zyskiem i do tego nie musi pracować? Otóż nie ja. 
Otóż to aktorzy filmów porno. Tylko oni mają tak wielkie przyrodzenia, że większych już na pewno mieć nie chcą. Tylko oni, kiedy kończą, mają z tego zysk. Tylko oni nie pracują. Już wiem, kto wymyślił powiedzenie "wybierz pracę, którą kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować".
Fuck!

poniedziałek, 17 października 2016

Jak moje miasto stało się miastem wielkim

Pracuję w mieście M. Do wczoraj nie było to miasto wielkie, choć pewne cechy wielkości już od jakiegoś czasu zaczęło przejawiać. Na przykład zbudowało sobie galerię handlową i spopularyzowało ją na tyle, że samochody przestały się mieścić na parkingu w niedzielę. No, to się niebawem skończy, być może, ale na razie trwa. Ludzie łażą po galerii cały boży dzień a nawet coś tam kupują. Grzesznicy!
Sam pracuję nad wielkomiejskością mojego miasta ze wszystkich sił. Wyprowadziłem się na wieś, za miasto. Dojeżdżam do pracy jak mieszkańcy wielkich miast. Jak z Milanówka albo Konstancina do Warszawy. Moje miasto jest przez to bardziej podobne do stolicy.
Dziś, rankiem 17 października roku Pańskiego 2016, jadąc do pracy, utknąłem w lesie. Przede mną stał sznur samochodów, po bokach stały drzewa, tylko czas nie chciał stanąć w miejscu. Myślałem, że może jakiś wypadek, albo ten czy inny idiota zatrzymał się na siku i blokuje ruch, ale nie. Auta stały jedno za drugim na przestrzeni półtora kilometra, czyli od ronda jakichś ofiar czy też kombatantów, nie pamiętam, do lasu z sarenkami. Bo moje wielkie miasto jest wielkie głównie duchem. Półtora kilometra wystarcza, żeby się przenieść miejskiego gwaru do leśnej głuszy.
Do niedawna moje miasto różniło się od wielkich brakiem większych korków. Od dziś to już nieaktualne. Nie powiem, żebym się z tego cieszył.
I to już koniec opowieści.
Bo jesień.
Styki mi zamokły.

czwartek, 6 października 2016

Piesek



Rozwiązujecie czasem krzyżówki? Ja tak. Najbardziej lubię hetmańskie, potem „z przymrużeniem oka”, małego Jasia, pomysłówki, przez dziurkę od klucza no i w końcu jolki. Czasem jednak schylam się nisko, bo i krzyżówką panoramiczną z gazetki Kauflandu głodny krzyżówkowicz też się, od biedy, jakoś pożywi. Marna to strawa, zatrudnia kawałek jednej półkuli mózgowej. Pytania trudne to np. środowy serial Polsatu. Kiedyś rozwiązywałem takie krzyżówki na czas. Jednym okiem czytałem określenie, drugim zerkałem w kratki diagramu w czasie wpisywania liter, a trzecim czytałem już określenie następne… Teraz jakby wszystko wolniej mi idzie i rozwiązywać na czas już mi się nie chce. Dziś wziąłem krzyżówkę gazetkową, zasiadłem wygodnie, naostrzyłem długopis. Pierwsze określenie z kratki wyglądało tak:

Kończy-
na
pieska

O cholera! O kogo może chodzić? I dlaczego o to pytają w krzyżówce sąsiadującej z tak niewinnymi towarami jak wołowina, płyn do płukania tkanin i kompresor do pompowania kół za 29,99 zł?
A potem zauważyłem ten maleńki myślniczek i uśmiechnąłem się. Nie gardźmy krzyżówkami do kotleta. One też mogą rozbawić.


niedziela, 2 października 2016

Ona czuje we mnie piniądz



Rzadko oglądam telewizję. Nie jest to świadomy wybór, nic podobnego. Po prostu coraz mnie mnie interesuje to, co tam mogę zobaczyć. Ot, odrobina Teleexpressu przy zmywaniu po obiedzie (lubię sobie trochę pozmywać) i niewiele więcej.  Czasem jakiś film, który znam na pamięć, bo, jak wiadomo, najbardziej lubimy te piosenki, które znamy. Zresztą nowych prawie nie ma. Może w kanałach płatnych, ale na to jestem za skąpy. Przeganiam akwizytorów telefonicznych. Niemniej...
Włączyłem telewizor akurat na Mam Talent. Ano zobaczymy - pomyślałem. Dotrwałem do końca, żeby zostać znokautowanym występem zespołu Neon. Dla niezorientowanych wyjaśnienie. Członkowie zespołu świecą w czasie występu. No.
Zapomniałem już, że można coś tak dennego i głupiego wyśpiewywać w TV. Przypomniano mi, że można. Jurorzy darli łacha z Neonu, publika dobrze się bawiła, a "artyści" zachwycali się sobą. Źle ze mną - pomyślałem już drugi raz tego wieczoru. Chyba tracę kontakt z rzeczywistością, skoro ulegam zadziwieniu w trakcie oglądania programu dla ludu. Chyba nie słucham właściwiej muzyki i nie czytam właściwych gazet. Zatrzymałem się mentalnie w epoce, w której państwo miało ambitne zamiary edukowania społeczeństwa, kulturalnego podciągania na wyższy poziom. Dziś przeciwnie, dziś należy głupieć i to szybko. Kto nie zgłupieje, będzie cierpiał. Co ja mówię! Już niewątpliwie odczuwa dolegliwości. A przecież można tak:


Łobuzy – Ona czuje we mnie piniądz

Wsiadam w betę, daję dyla,
Mam na piersi krokodyla.
Na mej ręce, rollie błyszczy,
Każda laska dziś zapiszczy.
Do klubu wchodzę bez kolejki,
Bramkarzom płacę, cześć i dzięki!
Przyjmuje pozę, parkiet skanuję,
a tam mnie już ktoś obserwuje.

Ona czuje we mnie piniądz,
Wystroiła się jak Bijons.
Patrzy na mnie drinka pijąc,
Bo wyczuła we mnie piniądz.

(…)
Na parkiet wbijamy na pełnym lansie,
Do góry skakamy, to podoba nam się.
W jej oczach już widzę dwa złote lampiony,
Wyczuła już we mnie grube miliony.

Ona czuje we mnie piniądz…

(dla zainteresowanych stroną audio-wideo link: https://www.youtube.com/watch?v=_YHa208H-Gc)


Łobuzy – Pupy

Jest taki magnes, co przyciaga uwagę,
Jest taka szynka, której nie kupisz na wagę.
Każdy lubi jak się trzesie, każdy dotknąć tego chce.
To są najważniejsze mięśnie,
Chcesz jak Reksio szarpać je.
(..)
W Hollywoodzie
Czy w Ostródzie.

Nie ma rady na poślady
(…)
Twerk twerk
Misia bela
Chude uda
Śniada cera
Twerk twerk
Misia Basia
Tegoroczna Miss Podlasia.

(…)
Misie pysie
Cała pupa trzęsie ci się.


Markus P – Kici kici miał

Kici kici miał
Będę ciebie brał.
Będę chciał, będę miał
Cały koci szał.

Hej, kociaku,
Ty nie masz żadnych braków.
Biorę w ciemno,
Bo to wszystko jedno.

Kici kici miał…

Ktoś może spytać, dlaczego składam własną notkę z cudzych tekstów. Cóż, może schodzę na właściwy poziom? Jeszcze nie kupiłem sobie futerka z pantery, jak Markus, nie mam na piersi krokodyla i nie wiem, co to beta, którą można dawać dyla. Wiem, co to dyl i wiem, że beta, to litera greckiego alfabetu, ale zdaję sobie sprawę, że to wiedza lamerska. Może jeszcze nie jest dla mnie za późno?

PS
Za tzw. moich czasów kotki robiły miau, teraz robią miał. Komercjalizacja wszystkiego.