piątek, 29 lipca 2016

Widziałem Franciszka

Wczoraj pierwszy raz w życiu widziałem papieża Franciszka z bliska. Jakby stał obok mnie. Oglądałem kawałek transmisji z wizyty papieskiej. Podziwiałem rajd Ojca Świętego tramwajem po Krakowie. Trzeba przyznać, że Jego Świątobliwość ma fantazję. Cały tramwaj, proszę państwa, a nie tylko automobile. Tramwaj pomalowany w barwy papieskie, szyby nieskazitelnie czyste, podłogi pewnie szczoteczkami do zębów wyszorowane. A może nie było trzeba? Może tramwaj ganz nówka nie śmigana? Nie byłem w stanie wypatrzeć, czy wszystkie szyby kuloodporne. Jeśli tak, to cholernie drogi musiał być ten tramwaj. No, ale czegóż się nie robi dla Drogiego Gościa. To mi przypomina stary kawał o synu szejka arabskiego na studiach w Londynie. Syn pisze do ojca. Tato, tu wszyscy jeżdżą na uczelnię pociągiem, nawet profesorowie, a ja tym złotym rolls-roycem. Głupio mi. Synu - pisze szejk - przesyłam ci dwadzieścia milionów. Też kup sobie pociąg.
Niedawno jechałem tramwajem w mieście M. Pierwszy raz od lat, bo w moim mieście m. tramwajów nie ma. Było mi bardzo dobrze, myślę, że nie gorzej niż Franciszkowi, chociaż nikt do mnie nie machał z chodnika. Bo ja diabelnie lubię tramwaje i pociągi. Mam słabość do pojazdów szynowych. Spędziłem w nich kawał dzieciństwa i młodości. Może dlatego. Kiedyś napiszę o tym notkę.
Czy Tram del Papa będzie kursował po Krakowie po zakończeniu Światowych Dni Młodzieży? Czy będą wpadać do żółtego tramwaju kanary? Czy będzie można posadzić tyłek na miejscu ubogaconym tyłkiem Papy? Czy będą nalepki na poręczach w tramwaju, których On dotykał, stópki naklejone na stopniach po których wstąpił i zstąpił? Obawiam się, że nie, bo Franciszek nie nazywa się Wojtyła i nie jest aktorem, jakim był z zamiłowania Najlepszy Papież Ever. Tak między nami: co to za papież, co nie mówi po polsku? Czy on jest tak do końca prawdziwy? A gdzie czerwone buty? To nie jest show.
Uwielbiam tramwaje i chciałbym się takim tramwajem z kimś przejechać przez całe, możliwie duże miasto. Ale nie z Franciszkiem, mimo jego poczciwości.


środa, 27 lipca 2016

O poziomie

- Człowiek, który chce zachować odpowiedni poziom, powinien zawsze trzymać pion - rzekł sentencjonalnie Ascenty.
- Tak. Zachowanie poziomu chroni przed staczaniem się - dodał Descenty, po czym obaj zamilkli na chwilę, kreśląc figury na piasku.
- W rzeczy samej. Gdyby taki Syzyf, dajmy na to, zachował poziom, nie musiałby w nieskończoność pchać kamienia, bo ten by się nie staczał, gdyż nie działałaby na niego żadna siła, no chyba, że wiatr, ale ten czynnik można pominąć, jako że w czasach Syzyfa nie znano jeszcze styropianu i kamień musiał być ciężki.
- A gdyby taki Ikar nie zawyżał poziomu ponad zdrowy rozsądek, nie spadłby do morza sromotnie, tak że tylko jedną nogę sterczącą z wody na obrazie Breugela mu widać.
- Albo gdyby Tantal trzymał się poziomu morza, nie musiałby się schylać, żeby się napić.
- Tuś się już zagalopował, mój przyjacielu. Zważ, że wodą morską pragnienia nie mógłby Tantal ugasić, gdyż woda taka gorzka jest, chociaż mówią na nią słona. Nazwy to drobiazg. Wszak woda słodka wcale słodka nie jest, a tak się ją nazywa.
Speszony Ascenty przyznać musiał, że nie popisał się zbytnio logiką. Lecz nie stracił rezonu i dorzucił, by wyjść z twarzą:
- Masz rację, mój drogi. Gdyby jednak Tantal trzymał się poziomu Morza Martwego, mógłby znaleźć przynajmniej godną śmierć, która w porównaniu z męką wieczną słodką by mu była.
Descenty pokiwał głową na zgodę i obaj przyjaciele powrócili do picia piwa, patrząc na doskonale poziomą linię morskiego horyzontu.

czwartek, 21 lipca 2016

Kawałek Polski anno 2016

Jest coś fajnego w wyjazdach do miasta M. Zdarzają się tam obserwacje. Zwykle malutkie, ale przecież jestem tylko pyłkiem w kosmosie. Czemu miałbym oczekiwać więcej?

Na ulicznej barierze, zabezpieczającej pieszych przed ewentualnym rozjechaniem przez samochody, ktoś przykleił ogłoszenie następującej treści:

DAM MIESZKANIE I UTRZYMANIE PANI
UCZCIWEJ (RELIGIJNEJ) I NIEZAMOŻNEJ
W ZAMIAN ZA POMOC W DOMU

Uwielbiam takie perełki. Jedno zdanie, a cała kopalnia wiedzy o naszych czasach, o ludzkiej mentalności, o wyobrażeniu niektórych osób o świecie. Bo cóż to zdanie w istocie mówi? Ano to:

POSZUKUJĘ KUCHTY, SPRZĄTACZKI I PODRĘCZNEJ W JEDNEJ OSOBIE. TAKIEJ, KTÓRA MA PRZERĄBANE W ŻYCIU, WIĘC ZGODZI SIĘ PRACOWAĆ ZA MISKĘ ZUPY I KĄT DO SPANIA.WYCHOWANEJ W KATOLICKIM POSŁUSZEŃSTWIE, ŻEBY NIE CHCIAŁA ZA DUŻO I NIE OKRADAŁA JAŚNIEPANI, BO TO GRZECH.

Nie jest to napisane wprost, ale rozumie się, że pani służąca nie ma się spotykać z mężczyznami (religijna), a jakby już, to nie sprowadzać i broń Boże nie zaciążyć (nieuczciwość), bo wtedy na pysk, na ulicę. Olesia Chrobotówna nie ma tam czego szukać.
Słowem, niektórzy z nas mają w kalendarzu wiek XXI, ale w głowach XVIII, no może XIX.
Długo, oj długo będziemy gonić Europę. I wcale nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda nam się złapać ją za ogon.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Pani w obuwniczym, czyli...

... dobry żart z rana,
jak słodka śmietana.

Kto by pomyślał, że nawet skromny sklep spożywczy, w którym za srebrniki uzyskane ze sprzedaży mej duszy, talentów, lewego przedsionka serca oraz godności człowieka, co brzmi dumnie, cynicznemu pracodawcy na poziomie kreta z Żuław, kupuję co rano chleb, może mnie zadziwić. A jednak może.
Wchodzę dziś do wyżej wzmiankowanego sklepu, proszę o chleb ciemny, model graham, a pani na to, że nie ma. Jak to, nie ma? Wczoraj nie było i dziś też nie ma? - zadziwiam się grzecznie, by nie było widać, że już wkurzony (podstawić słowo właściwe) mój wewnętrzny Polak, cedzi przez zęby: k..., znowu?  Rozszedł się - odpowiada pani pamiętająca czasy PRL, posiadająca zresztą genom i fizjonomię sklepowej z tamtych czasów. Mój wewnętrzny Polak pomyślał brzydko, ale zewnętrzny nie wygadał się. Zadziwił się tylko brwiami, bo była godzina 6:09, a sklep otwierają o 6:00. Dziewięć minut i rozszedł się... Cóż, może należy ustawić się w kolejce już wieczorem dnia poprzedniego, wybrać komitet i zrobić listę? Sprawdzanie obecności o 23:00 i 2:00. To wraca. Wczoraj TV pokazała kolejkę, koczującą przed Akademią Wychowania Fizycznego w Poznaniu, bo uczelnia ustaliła, że przyjmować na studia na kierunku fizjoterapia będzie według kolejności zgłoszeń. Kto pierwszy, ten lepszy. Świetny pomysł! Zdajemy maturę na poziomie podstawowym, 30% odpowiedzi poprawnych daje nam zaliczenie, i idziemy na studia. Kiedyś trzeba było być choć ćwierćinteligentem, żeby dostać się na studia, dziś i tego nie trzeba. Brawo! Proponuję ustalić takie zasady naboru także medycynę. Zważywszy na determinację kandydatów na te studia, kolejka ustawi się z dwuletnim wyprzedzeniem. Zaangażuje się w stanie babcię, dziadka, czasem brata albo matkę na rencie i będzie dobrze. Tylko trzeba być konsekwentnym i zamiast egzaminów semestralnych wprowadzić zasadę, że wpis do indeksu dostaje się po odstaniu np. miesiąca w kolejce. W ten sposób studia uda się nie tylko rozpocząć, ale i skończyć tym, którym naprawdę na tym zależy.
No dobrze, ale ja tu dryfuję jak Alcybiades, a przecież miał być żart. Jak często zdarza się Wam roześmiać dźwiękowo "ha ha ha!"? Tak, wiecie, z gardła, a nie tylko w głowie. Mnie niezbyt często. A dziś rozbawił mnie anonimowy (szkoda!) słuchacz Polskiego Radia. Zadzwonił i oddał za darmo nowe przysłowie zainspirowane dawnym "Od świętej Anki chłodne wieczory i ranki". Brzmi ono tak:
Od świętego Jana
chłodno wieczorem,
a najbardziej z rana.
:D

Czas kończyć, bo kto wytrwa przy dłuższym tekście.
Dla odpornych na hałas, i dla pani z mojego spożywczaka, piosenka:




piątek, 15 lipca 2016

Miało być o Krzyżakach...

... bo to dziś 15 lipca, czyli rocznica chwalebnego dzieła wielkiego zwycięstwa polskiego oręża nad wojskami Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, jakimś cudem posiadającego liczne zamki od Jerozolimy raczej daleko. A do tego nad rycerstwem Europy Zachodniej, które przybyło poćwiczyć sobie robienie mieczem na karkach tych brudnych dzikusów z zimnych i mokrych krańców cywilizacji. O tym już tak chętnie nie mówimy. Ale o tym nie będzie. Nie będzie, bo we Francji zamordowano zbyt wiele ludzi, żeby sobie teraz gawędzić o zabijaniu się wprawdzie znacznie większych rozmiarów, ale za to dawno i przy względnej równowadze sił, co czyni rzeź akceptowalną, jak mecz dwóch drużyn futbolowych. 
Znów terroryści o śniadej skórze zabili białych Europejczyków, czyli ludzi pierwszego sortu. Europa jest wstrząśnięta. Jak już ktoś słusznie zauważył, Europa nie jest wstrząśnięta, kiedy w Syrii zginie kilkaset osób, co zdarza się nieustannie, tak, że liczba ofiar tamtejszej wojny domowej liczona jest już w tysiącach, natomiast jest wstrząśnięta, kiedy arabscy desperaci zabiją kilkadziesiąt osób z rasy panów. A jednak Europa nie jest wstrząśnięta na tyle, żeby pytanie, dlaczego terroryści postanowili mordować bogatych ludzi Zachodu, było stawiane często i żeby próbowano wyciągnąć z tego sensowne wnioski, oraz poszukać pomysłów na to, co zrobić, żeby oni nie chcieli nas zabijać. Bo dopóki będą chcieli, będzie im się to udawało. 

Na razie jest jak jest, Internet działa, automaty robią swoje. Automaty komputerowe nie mają taktu ani ludzkiej wrażliwości, więc jak jest mowa o ciężarówkach, nie omieszkają wrzucić "stosowną" reklamę. No i pięknie. Brawo Gazeta.pl!




czwartek, 7 lipca 2016

Podryw trzeciego wieku

Pewnego pięknego dnia, kiedy słońce świeciło wysoko, grzejąc swymi promieniami wszelkie boże stworzenie, zboża, łąki, lasy, strugi, etc., etc., on i ona, małżeństwo z słusznym stażem, wybrali się odwiedzić daleką rodzinę, w której niekwestionowaną liderką wieku był ciotka Ździśka. Ciotki nie widzieli lat, bagatela, ze trzydzieści, a ciotka nie widziała ich tak samo długo. Jak to bywa u starych ciotek, im dłużej kogoś nie widzą, tym bardziej chcą zobaczyć, stojąc na jak najbardziej racjonalnym stanowisku ludzi starszych, że co masz zobaczyć jutro, zobacz dziś, bo jutro to nie wiadomo. On i ona nie pamiętali, jak wygląda ciotka, ale mieli zadanie łatwe, gdyż bez ryzyka można było założyć, że najstarsza starowinka w domu będzie właśnie ciotką Ździśką. Gorzej miała ciotka, gdyż młodych, jak wiadomo zwykle jest więcej, a do tego podobne cholery do siebie jak diabli, no chyba, że które łyse, lecz i to przecie nie jest rzadkością, więc słabo wyróżnia.
Ciotka przywitała ich, siedząc na łóżku, albowiem stać już nie ma siły. Przyjrzała im się uważnie bystrymi oczami, ucieszyła, a na pytanie, czy poznaje siostrzenicę, bez skrępowania odpowiedziała, że nie. Przywilej seniora nie musieć się z niczego tłumaczyć.
Ano siedli, jak każe obyczaj, pogwarzyli z resztą rodziny, pogryźli ciasteczka. Ciotka Ździśka tylko patrzyła i uśmiechała się lekko, uczestnicząc tym sposobem w rozmowie. Wreszcie wstali, bo czas był już zbierać się do drogi i konie zajechały. Wtedy ciotka powiedziała to, co widocznie chodziło jej po głowie, a czego nie było wcześniej jak wtrącić:
- On mi się bardziej od niej podoba, ładniejszy jest.
Do niego zaś rzekła:
- Jak bym umarła, to zapraszam na pogrzeb :)