poniedziałek, 24 lipca 2017

Bardzo wybiórczy przegląd prasy

Ostatnia moja wizyta w empiku przyniosła małe odkrycie. Periodyk pt. Moja Rodzina.
Nie zwróciłbym na niego uwagi, ale na okładce prócz tytułu była dodatkowa zachęta. Pytanie w formie odpowiedzi: Czy Mahomet był pedofilem? Dobre pytanie! Coś jakby rozrzucić na klatce schodowej ulotki z zapytaniem, czy to prawda, że pani Kociubińska spod szóstego to puszczalska lafirynda, ukryta narkomanka oraz złodziejka batoników z naszego spożywczaka? 
Wziąłem do ręki pisemko i nie zawiodłem się. Oto tytuły kilku artykułów:
- Papież powołał zwolennika aborcji do Pontyfikalnej Akademii życia,
- Głowami chrześcijan wyznaczają krwawy szlak podboju świata,
- Surogatki, czyli współczesne niewolnice,
- Nowa lewica wykańcza polską młodzież,
- Mahomet był pedofilem i mordercą. Trwa najazd jego naśladowców.
- Rośnie liczba napadów dokonywanych przez Ukraińców w Polsce.
To początek. Potem następują tytuły bardziej stonowane, rozważania religijne osób zatroskanych o przyszłość naszych dusz. To już nie tak ciekawe, bo przecież zawsze ktoś się martwi upadkiem wiary, tak samo jak już poganie martwili się zepsuciem "dzisiejszej młodzieży", nic nowego. Dlatego te teksty następują w drugiej część pisma.
Na pierwszej stronie ze spisem treści wita nas ksiądz redaktor Ryszard Halwa. Ksiądz Ryszard uśmiecha się ze zdjęcia. Nie rozumiem, dlaczego się uśmiecha. W pierwszych słowach artykułu wstępnego informuje nas przecież, że "Przyszło nam żyć w czasach najazdu muzułmańskich hord na europejskie kraje. Hord, które okrzyknięte przez lewactwo uchodźcami gwałcą i rabują, jednocześnie wprowadzają prawo szariatu..." Jeśli do tego dołożyć informacje o tym, że papież jest kryptoaborcjonistą, ogarnia nas pełzająca fala niewolnictwa surogatek, polska młodzież jest wykańczana przez nową lewicę (zapewne pomyłka w druku, miało być: lewactwo) i jeszcze na to wszystko islamscy pedofile oraz ukraińscy bandyci, to ksiądz Ryszard powinien rwać włosy z głowy i drzeć na sobie sutannę, a nie uśmiechać się. Chociaż... mój szwagier, zapalony katolik, kiedy opowiada o sądzie ostatecznym, pokucie i tym podobnych rzeczach, to widać w jego oku błysk ekscytacji, coś jakby zachwytu i perwersyjnej rozkoszy. Być może katastrofa ich podnieca. No cóż, jak wiadomo, pedofile to islamiści. Naszych księży podnieca wizja zagrożenia mordem i gwałtem.
Za jedyne cztery złote można się tym napawać przez trzydzieści stron. Czego nie polecam.

środa, 19 lipca 2017

Kilka słów o wartościach

Przeczytałem dziś o tym, że prezes Kaczyński odmawia uchodźcom prawa do miejsca w Europie, ponieważ to zaszkodzi komfortowi tubylców. Autorka tekstu oburzyła się na prezesa, stwierdziła, że prezes, tak szczerze deklarując, że ma gdzieś dramat uchodźców wobec możliwego zagrożenia komfortu Europejczyków, okrywa się hańbą, gdyż zapomina o WARTOŚCIACH. 

Podobno my, Europejczycy, mamy wartości. Napawają nas one dumą, a także, w moim już prywatnym odczuciu, wytwarzają w nas przekonanie o własnej wyższości, właśnie z tego powodu, że jesteśmy tacy szlachetni. Wydaje mi się to absurdalne. Ktoś kto ma się za lepszego, bo uważa, że jest wspaniałomyślny, szlachetny i wielkoduszny, automatycznie udowadnia, że taki nie jest. Traci walor szlachetności to, co robi dobroczyńca, jeżeli ów robi to po to, żeby czuć się lepszym od ludzi, którym pomaga.

Prawdziwe wartości Europejczyków, i szerzej - białych ludzi, widać w polityce ich państw (a przecież biali ludzie chlubią się demokracją, więc nie mogą powiedzieć: państwo to nie my!). Europejczycy od wieków lubowali się w wojnach, mordowaniu bezbronnych, grabieżach, podpalaniu wsi itp. Z początku czynili to u siebie, bo nie mieli samochodów i samolotów, aby nieść światu pożogę. Trochę próbowali w czasie wypraw krzyżowych. Nie osiągnęli wiele, ale ludobójstwem w Jerozolimie zdołali się popisać, przez co zamknęli sobie drogę do przyszłych negocjacji z przeciwnikiem, który uznał ich za dzikie bestie.  Potem wartości nie przeszkadzały Europejczykom chwytać Murzynów i wozić ich do Ameryki, by tam pracowali i umierali na ziemi odebranej Indianom. Jeszcze później przesyceni wartościami zajęli się czule samą Afryką. Szczególnie troskliwie czynił to król Belgów Leopold II w Kongu. Nieposłusznym czarnoskórym obcinano ręce. Co prawda dopiero po zabiciu ich strzałem z karabinu, gdyż Europejczycy nie są barbarzyńcami.
W czasie pierwszej wojny światowej Europejczycy wytwornie strzelali do siebie z błotnistych okopów, brodząc we własnych kupach, wypruwając sobie wnętrzności bagnetami. Ponieważ mieli wartości. Ale nie tylko samych siebie karmili wartościami. Anglicy wysłali na Bliski Wschód dywersanta, który przeszedł do historii jako Lawrence z Arabii. Miał on za zadanie uzbrajać i podburzać miejscowe plemiona do walki z Turkami. Podpalił region tak skutecznie, że płonie do dzisiaj. O kultywowaniu wartości w czasie II wojny światowej nie wspomnę, bo wszyscy ten temat dobrze znają. Wojna w Syrii nie wybuchła poza wiedzą białych ludzi z Europy i USA a zniszczenie Libii to już wręcz bezpośrednia robota Europejczyków.
Którzy cały czas mają WARTOŚCI.

Niedawno Włosi porozumieli się z watażkami w Libii, realnie sprawującymi tam władzę, bo władza państwowa nie istnieje, żeby wyłapywali migrantów z głębi Afryki. Żeby nie płynęli do Włoch przez Morze Śródziemne. Bo wartości nakazują tych desperatów ratować przed utonięciem, a potem jest kłopot, co z nimi zrobić. Oczywiście nie za darmo. Tak więc dumni ze swych wartości Europejczycy przekupują rozbójników, by ci brali w niewolę, sprzedawali i zabijali uchodźców, zanim dotrą do Europy. Wartości obowiązują Europejczyków tylko w granicach Unii Europejskiej.

Dlatego nich mi nikt nie mówi, o naszych wartościach, rzekomo takich pięknych i wspaniałych. Zapewne są ludzie, którzy w nie głęboko wierzą, ale ani nie jest ich większość, ani nie rządzą oni Europą. To hipokryzja.

No i miało być kilka słów. Cholera, rozgadałem się. Dziękuję każdemu, kto dotarł do tego miejsca :)

sobota, 1 lipca 2017

Dramat Adelle, bądźmy z nią w tych trudnych chwilach

Piosenkarka Adele zajawiła, że trasa koncertowa, która trwała kilkanaście miesięcy i składała się z już zagranych 119 koncertów plus 4 do zagrania, tak strasznie ją wyczerpała, że kto wie, czy kiedykolwiek ruszy jeszcze na tournee. Adele zrobiła rozpaczliwą minę i napisała płaczliwy list od fanów. Żali się na swój los. Ach, doloż jej doloż! Przyjrzyjmy się więc martyrologii Adele.
Trasa trwała 15 miesięcy. 120 koncertów w 15 miesięcy oznacza, że trzeba było wystąpić raz na 3,75 dnia, czyli zwykle raz na cztery dni a czasem już (!) po trzech dniach od poprzedniego koncertu. Na każdym koncercie artystka wykonywała prawie 20 piosenek, czyli mniej niż 20. Może 19? To straszne! Gdybym ja musiał zaśpiewać 19 piosenek raz na cztery dni, chyba bym sobie w łeb palnął. Znosić taką orkę przez rok z hakiem, to doprawdy wysiłek heroiczny. Zwykli ludzie mają dobrze. Wstanie sobie taki człowiek, dajmy na to, 5.30, myk-myk do roboty na 7.00, osiem godzinek przeleci przy taśmie jak z bicza strzelił, potem hyc w autobus albo tramwaj  i góra godzina 17.00 jest w domu (bo ma bardzo dobre połączenie). Latem to jeszcze jest widno. Bez spania po jakichś apartamentach, bez wywiadów, strojenia się w kiecki (koszta!koszta!). No i zarabia człowiek tak, że stać go na telewizor, lodówkę i piwo Żubr. A taka Adele w trasie nawet lodówki własnej, założę się, nie ma. Dlatego cierpi. Jak cierpi, widać na zdjęciu:


Rzucam pomysł: zróbmy zrzutkę na psychologa dla Adele.