środa, 19 lipca 2017

Kilka słów o wartościach

Przeczytałem dziś o tym, że prezes Kaczyński odmawia uchodźcom prawa do miejsca w Europie, ponieważ to zaszkodzi komfortowi tubylców. Autorka tekstu oburzyła się na prezesa, stwierdziła, że prezes, tak szczerze deklarując, że ma gdzieś dramat uchodźców wobec możliwego zagrożenia komfortu Europejczyków, okrywa się hańbą, gdyż zapomina o WARTOŚCIACH. 

Podobno my, Europejczycy, mamy wartości. Napawają nas one dumą, a także, w moim już prywatnym odczuciu, wytwarzają w nas przekonanie o własnej wyższości, właśnie z tego powodu, że jesteśmy tacy szlachetni. Wydaje mi się to absurdalne. Ktoś kto ma się za lepszego, bo uważa, że jest wspaniałomyślny, szlachetny i wielkoduszny, automatycznie udowadnia, że taki nie jest. Traci walor szlachetności to, co robi dobroczyńca, jeżeli ów robi to po to, żeby czuć się lepszym od ludzi, którym pomaga.

Prawdziwe wartości Europejczyków, i szerzej - białych ludzi, widać w polityce ich państw (a przecież biali ludzie chlubią się demokracją, więc nie mogą powiedzieć: państwo to nie my!). Europejczycy od wieków lubowali się w wojnach, mordowaniu bezbronnych, grabieżach, podpalaniu wsi itp. Z początku czynili to u siebie, bo nie mieli samochodów i samolotów, aby nieść światu pożogę. Trochę próbowali w czasie wypraw krzyżowych. Nie osiągnęli wiele, ale ludobójstwem w Jerozolimie zdołali się popisać, przez co zamknęli sobie drogę do przyszłych negocjacji z przeciwnikiem, który uznał ich za dzikie bestie.  Potem wartości nie przeszkadzały Europejczykom chwytać Murzynów i wozić ich do Ameryki, by tam pracowali i umierali na ziemi odebranej Indianom. Jeszcze później przesyceni wartościami zajęli się czule samą Afryką. Szczególnie troskliwie czynił to król Belgów Leopold II w Kongu. Nieposłusznym czarnoskórym obcinano ręce. Co prawda dopiero po zabiciu ich strzałem z karabinu, gdyż Europejczycy nie są barbarzyńcami.
W czasie pierwszej wojny światowej Europejczycy wytwornie strzelali do siebie z błotnistych okopów, brodząc we własnych kupach, wypruwając sobie wnętrzności bagnetami. Ponieważ mieli wartości. Ale nie tylko samych siebie karmili wartościami. Anglicy wysłali na Bliski Wschód dywersanta, który przeszedł do historii jako Lawrence z Arabii. Miał on za zadanie uzbrajać i podburzać miejscowe plemiona do walki z Turkami. Podpalił region tak skutecznie, że płonie do dzisiaj. O kultywowaniu wartości w czasie II wojny światowej nie wspomnę, bo wszyscy ten temat dobrze znają. Wojna w Syrii nie wybuchła poza wiedzą białych ludzi z Europy i USA a zniszczenie Libii to już wręcz bezpośrednia robota Europejczyków.
Którzy cały czas mają WARTOŚCI.

Niedawno Włosi porozumieli się z watażkami w Libii, realnie sprawującymi tam władzę, bo władza państwowa nie istnieje, żeby wyłapywali migrantów z głębi Afryki. Żeby nie płynęli do Włoch przez Morze Śródziemne. Bo wartości nakazują tych desperatów ratować przed utonięciem, a potem jest kłopot, co z nimi zrobić. Oczywiście nie za darmo. Tak więc dumni ze swych wartości Europejczycy przekupują rozbójników, by ci brali w niewolę, sprzedawali i zabijali uchodźców, zanim dotrą do Europy. Wartości obowiązują Europejczyków tylko w granicach Unii Europejskiej.

Dlatego nich mi nikt nie mówi, o naszych wartościach, rzekomo takich pięknych i wspaniałych. Zapewne są ludzie, którzy w nie głęboko wierzą, ale ani nie jest ich większość, ani nie rządzą oni Europą. To hipokryzja.

No i miało być kilka słów. Cholera, rozgadałem się. Dziękuję każdemu, kto dotarł do tego miejsca :)

13 komentarzy:

  1. Alez Ove! Ludzie, którzy rządzą - nie tylko Europą, ale ogólnie, bo nawet np. jeden z moich bylych szefów sie do tych ludzi zalicza - mają cudowne i wspaniale wartosci, są nimi przesyceni wrecz: rządza pieniądza, napchania kieszeni sobie i ewentualnie swoim najblizszym (jesli są tacy), a rządza pelnej, absolutnej i nieskrepowanel wladzy, gdzie ucisnieni obywatele nawet sie pisnąc nie odwaza - to juz jest czysty destylat, creme de la creme czlowieka u sterów. Moze są jakies nieliczne wyjątki, ale raczej nie porządzi taki "dziwak" zbyt dlugo.

    Ale dalej wierze w dobro wsród "zwyklych" ludzi, czyli wsród nas. Co i rusz sie sprawdza!

    Autorka tekstu moze i buja w jakims swoim rózowym obloczku - tez mnie raczej smieszy mówienie o wartosciach cywilizowanego ludu Europy - ale to dobrze, ze krytykuje buraka. Póki jeszcze WOLNO to robic.
    Moze odczytajmy to tak: są to wartosci, które POWINNISMY miec ;)))

    (rozgadywuj sie czesciej, jesli o mnie chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, Diable, buraka krytykować należy, choć on się tym nie przejmie. Jednak jakieś tam... wartości mamy i to w imię ich właśnie czynić to trzeba.
    O przyzwoitość wśród zwykłych ludzi na pewno łatwiej niż wśród ludzi u władzy, bo przecież, jak wiadomo, każda władza demoralizuje, a taka jaką sobie montuje Kaczor, demoralizuje szczególnie szybko.

    Rozgadam się zatem czasem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziwi mnie również to, że o tych wartościach trzeba tak strasznie wrzeszczeć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej trudno byłoby je zauważyć.

      Usuń
  4. Ja jednak myślę, że mamy wartości i to one pozwalają ludziom robić dobre rzeczy. Ove - wiesz jak jest. Co jedni zepsują, inni naprawiają. Tak się kręci ten świat. Na szczęście. :D
    Nie możemy wszyscy odpowiadać za to, co robi rząd, natomiast możemy się z tym nie zgodzić, możemy zaprotestować, wyrazić nasze zdanie. To właśnie europejska wartość i bardzo sobie cenię europejską mentalność. Otwartość i patrzenie poza siebie. Nie chciałabym mieszkać na innym kontynencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym nie chciał mieszkać na innym kontynencie. Co sądzę o naszych wartościach, napisałem, ale wartości innych kultur nie są lepsze. Zupełnie nie widzę siebie w Azji, na przykład. Psucie i poprawianie jest naszą specjalnością. Gdybyśmy nie psuli, a ż trudno wyobrazić sobie dobrobyt w jakim teraz byśmy żyli :)

      Usuń
  5. Mamy wartości, często w teorii. Dużo mówi się o tym jaka Polska była tolerancyjna, a ludzie gościnni i otwarci w stosunku do innych kultur. Pewnie bym uwierzyła, gdyby nie to, że w moim mieście żyły 3 wiary i 3 kultury obok siebie, a moi dziadkowie i prababcia dokładnie opowiedzieli mi jak wyglądała ta tolerancja.
    Druga strona - moje koleżanki i koledzy z RPA(biali) też sporo opowiadają o tym jak ich świat wygladał przed latami 90 i jak wygląda obecnie. Ani wtedy, ani teraz nie było dobrze.
    Żeby było dobrze, musimy się trzymać od siebie z daleka, i traktować wszystko co inne, jako miłą dla oka egzotykę.
    Człowiek z natury jest barbarzyńcą i drapieżnikiem, nienawidzi drugiego jeśli tylko czymś się od niego róźni. Nadzieja jedynie w jednostkach.
    Podróżując i rozmawiając z tymi, którzy odwiedzają teraz Włochy, Francję, Grecję mam wrażenie, że wkrótce po europejskiej kulturze zostaną zasypane przez piasek ruiny. Ale do ostatniego tchu będziemy tolerancyjni, bo tak zostaliśmy wychowani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam Twoje poglądy. Nie da się sprawić, by ludzie różnych kultur szanowali nawzajem szczerze własne wartości. Możliwe jest tylko poszanowanie odrębności, o ile taka odrębność nie narusza czyichś interesów, nie wywołuje dolegliwości. Trochę jak z teściową, która tym jest fajniejsza i tym lepsze stosunki z nią, im dalej mieszka.
      Również myślę, że europejska cywilizacja właśnie się kończy. Tracimy powoli, ale nieubłaganie przewagi i jednocześnie nie chcemy ponosić wyrzeczeń, ani ginąć za nasze ojczyzny. Dlaczego mielibyśmy to robić, skoro czujemy, że nasze państwa mają nas głęboko gdzieś? Będziemy więc osuwać się coraz bardziej, wierząc, że jakoś to będzie, ale nie będzie. Już raz gęsi łaziły po Rzymie. Czemu nie miałoby się to powtórzyć? Zresztą, są zjawiska, których nie da się powstrzymać nawet jak się bardzo chce. A przecież nawet się nie chce.

      Usuń
  6. Zawiało pesymizmem od waszych wypowiedzi. Ale to prawda, Rzym upadł, bo się po prostu wypalił. Z jednej strony fajnie jest podróżować bez granic, bez paszportu. z drugiej zgadzam się z wami. Łatwiej tolerować coś, co jest daleko, nie plącze się nam pod nogami. Lubimy obserwować inne kultury z ekranu telewizora bądź na wycieczce, ale nie koniecznie chcemy, żeby byli naszymi sąsiadami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Venus, sęk w tym, że te inne kultury niekoniecznie są tolerancyjne w stosunku do nas. Nawet na naszym terenie. I jeśli oglądamy ich sobie turystycznie, nie mamy tak naprawdę pojęcia co to znaczy żyć pod jednym dachem, na co dzień.

      Usuń
    2. Otóż to, dokładnie tak. Polać ci trzeba!
      Oh, a ja już się nie mogę doczekać kiedy udam się na łono kaszubskiego lasu i poobserwuję sobie kaszubską kulturę. ;) Od poniedziałku urlop! :D

      Usuń