poniedziałek, 16 stycznia 2017

Teatr, jak widzę, mamy ogromny

Nie od dziś wiadomo, że najważniejsze jest właściwe spojrzenie. Ta jak na szklankę napełnioną do połowy.
Wczoraj w godzinach popołudniowych dowiedziałem się z telewizji przemienionej w dobrą telewizję, że Teatr Wielki w Warszawie ma największą scenę w Europie. Miałby największą na świecie, ale wyprzedzają nas Chińczycy. Scena naszego Teatru Wielkiego jest tak wielka, że odległość od pierwszego rzędu widowni do końca sceny wynosi 63 metry. Aż 63 metry! Doprawdy, szkoda, że nie jest jeszcze większa, bo wtedy można by przyłożyć do niej ulubioną miarę telewizyjną, czyli boisko piłkarskie. W telewizji chętnie mierzą duże rzeczy boiskami piłkarskimi. Zawsze mnie to dziwi, ale pewnie niesłusznie. Widocznie ludzie nie wiedzą, ile to jest sto metrów, albo pięćdziesiąt. Przecież nikt nigdy nie jechał drogą i nie widział słupków hektometrowych... Ale wracajmy do teatru.
Dowiedziałem się jeszcze, że nasz teatr operowy powstał dwieście lat po włoskich. No cóż, może i tak, ale za to scenę ma taką, że klękajcie narody. Taką wielką, a właściwie taką głęboką. Scenę z głębią. Krótko mówiąc La Scala ze swoją skalą może się schować! Myślę, że wszystkie przedstawienia w operze naszej umiłowanej powinny odbywać się bez dekoracji, ażeby było widać otchłanną głębię sceny i żeby ta głębia widzów i słuchaczy w jednych osobach porażała. Głębia eurorekordowa. W głębię można by kierować światła jupiterów ażeby w niej utonęły. To by robiło wrażenie! Jontek w Halce (nie w halce!) mógłby wołać de profundis: Oj, Halino, oj, jedyno... zupełnie niewidzialny dla publiczności, a potem wyłaniać się dramatycznie, na przykład na rowerze, bo daleko. Wielki teatr, wielka scena, wielkie możliwości. A gdyby się okazało, że i to nie wystarcza, można przebić ścianę za sceną, zrobić dobudówkę i pobić Chińczyków na łeb, na szyję, a co! W stolarni zrobią wszystko, nawet Dawida dłuta Michała Anioła (telewizja pokazała). Jeśli się postarają, to i Koloseum machną, i termy Karakalli za jednym zamachem. Wstawi się to wszystko na scenę i nie ośmieli się Carreras pluć nam w twarz. A niechby się ośmielił, to z zapadni na scenie wypuści się husarię i inaczej pogadamy!

22 komentarze:

  1. A odległość od ostatniego rzędu do końca sceny mierzy się w kilometrach? To jest niesprawiedliwe. Przecież dźwięk porusza się wolniej niż światło. Czyli gdy ci w pierwszym rzędzie już wychodzą, zachwyceni spektaklem, ci z ostatniego dopiero zaczynają drugi akt. (Dwuznaczność słowa "akt" jest zawstydzająca w tym kontekście...) ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, widownia nie jest tak duża jak w teatrach europejskich. I słusznie. W końcu Polacy wolą pokazywać, niż oglądać, pisać książki, niż je czytać itp.
      Mówi się, że podział przedstawień na akty zostanie zlikwidowany przez ministra Glińskiego. Ma być kultura, a nie porubstwo.

      Usuń
    2. Bez sensu ten post bo nie podałeś ile boisk jest od pierwszego do ostatniego rzędu i na scenie.

      Usuń
    3. Ove, większa scena niż widownia? Powinni zatem płacić widzom za przychodzenie, a nie aktorom za granie.
      Newa - bardzo słuszna uwaga. Staranność podstawą doskonałej komunikacji. (Ha!)

      Usuń
    4. No cóż, Newo, nie udźwignąłem tematu, najwyraźniej :)

      Kalino, nie wiem, czy widownia jest mniejsza od sceny, ale mniejsza od widowni innych teatrów. A że widzom powinno się płacić, to się zgadzam.

      Usuń
  2. Az sie prosi o wielkie widowiska, tak! Czekam na spektakl o wiadomej katastrofie lotniczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, swieta ziemio, co ja pisze, katastrofie, o wiadomym spisku rzecz jasna.
      Ale gafa.

      Usuń
    2. Zmieści się samolot w skali 1:1...

      Usuń
    3. Zamach, Diable, zamach... A sztuczna mgła w teatrach to kaszka z mleczkiem. Stolarnia wszystko zrobi.

      Usuń
    4. I długo nie zejdzie z afisza.

      Usuń
    5. Zamach, o, wlasnie, to jest wlasciwe slowo.

      => Bo, i to napewno, bylby na 100% przebój co najmniej dziesieciu sezonów. Niestety.

      Usuń
  3. Martwię się...idę na Galę Stand UP-u do Spodka...mam miejsca w rzędzie 800...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rząd osiemsetny Spodka jest w okolicach Łowicza!

      Usuń
    2. Pieprzu, może scena nie jest tak duża jak w Wielkim, to coś tam zobaczysz :)

      Usuń
    3. Zobaczy następnego dna na YouTube. Ktoś na pewno nagra i wrzuci filmik ;-)

      Usuń
  4. Tam dopiero widać prawdziwą głębię sztuki.
    A odpluw Carrerasa z tej głębi nie doleci nawet do pierwszego rzędu.😊
    A propos - jaka jest długość boiska?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długość boiska jest taka, że spokojnie można przejść spacerkiem bez zadyszki. Szerokość natomiast jest taka, że można nawet truchcikiem. Ale nie trzeba.

      Usuń
    2. Najbardziej słuszna odpowiedź na pytanie, jaka jest długość boiska jest taka, że boisko powinno być słusznej długości.

      Usuń
  5. Boskie!!!
    Zarowno notka jak i komentarze:)
    Serio to nie obrazajac autora notki trudno mi sie zdecydowac kto tu zasluguje na wieksze uznanie autor czy komentatorzy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star,
      Dobrzy komentatorzy są największym skarbem blogera. Przeto chwaląc ich, robisz mi przyjemność :)

      Usuń
    2. Prawde najprawdziwsza rzeczesz.

      Usuń