poniedziałek, 23 maja 2016

O tym, że palenie szkodzi raz jeszcze

Django Reinhardt był geniuszem gitary. Solówki grał w takim tempie, że czapki z głów, a właściwie chapeau bas, bo to Francuz był, chociaż Cygan a do tego z Belgii. Grał nie tylko szybko, co samo w sobie jest już umiejętnością zasługującą na podziw, ale jeszcze pięknie. Strach pomyśleć, jak grałby, gdyby nie palenie. Konkretnie palenie się domostwa, czyli pożar. W ogniu Django został poważnie poszkodowany i dwa palce lewej ręki miał prawie niewładne. Dzięki temu wypracował specyficzny styl gry, rozpoznawalny bez pudła w nagraniach z lat przed i powojennych. Gdyby nie poparzył ręki, kto wie, może grałby jeszcze szybciej i nie nadążylibyśmy słuchać...
W sumie więc palenie się jego domostwa wyszło mu na dobre. Niestety, Django nie poprzestał na paleniu swoich larów i penatów (proszę docenić wtręt obcojęzyczny blogera z pretensjami). Palił papierosy. I tutaj dochodzimy do delikatnej kwestii: czy palenie skraca życie, czy nie. Palacze twierdzą, że nie skraca, bo mieli, na przykład, dziadka, który dożył dziewięćdziesiątki i palił do śmierci, a gdyby nie umarł, paliłby dalej. Statystycznie jednakowoż skraca. Cóż to jednak za argument, prawda? Nikt z nas nie żyje statystycznie, tylko indywidualnie. Co mi tam po statystykach, choćby najbardziej przerażających, jeśli ja mam się świetnie. I odwrotnie. 
Django Renhardt umarł na wylew w wieku lat 43. Piękny wiek... Niby nie na raka płuc, ale przecież nie na skrofuły. Czyli jednak wpływu palenia nie można wykluczyć! Mam nadzieję, że trafił do nieba, że tam od 1953 r. nie rzępolą na harfach, tylko słuchają jego gry. No i że tam nie palą, a jeśli już, to elektroniczne...

13 komentarzy:

  1. ale co się napalił to jego, i nikt mu tej przyjemności nie odbierze. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi przyjemność. Kojfnąć na zawał w czasie seksu z boskiej urody kobietą, o, to rozumiem, a nie od fajek :)

      Usuń
    2. Oven, a wiesz jak fajnie smakuje po seksie? Fimów nie oglądałeś? Tam zawsze bohaterowie po figlach palili.

      Usuń
    3. Pepe, oglądałem takie filmy. Oni tam często palili w celu podkreślenia dramatyzmu sytuacji. Gdyż przeżywali jednocześnie rozterki wszelakiej maści.

      Usuń
  2. Wiele strun poruszyłeś... Wiele... Odniosę się do jednej: mam nadzieję, że gdy umrę i moja dusza zamieszka w jakimś rajskim domostwie (na to naiwnie liczę), to moi rajscy sąsiedzi nie będą palili pod moimi oknami. Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będą, Kalino. W niebie jest duuuużo miejsca :)

      Usuń
  3. A był prawo- czy leworęczny? Bo to kluczowe.
    Piękna muzyka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był praworęczny, czyli struny przyciskał na gryfie lewą ręką. I jak dawał radę!
      Piękna :)

      Usuń
  4. Palenie jest kazdemu albo przeznaczone, albo nie. Mi nie. Bo ledwo spróbuje, to rzygam i kreci mi sie w glowie. Odpada mi jedna z tysiecy mozliwosci przedwczesnego zgonu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie paliłem już kilkadziesiąt lat. Ech, jak dawno temu człowiek chodził do szkoły :)

      Usuń
    2. Zabrzmiało to tak, jakbyś brał czynny udział w strajku dzieci wrzesińskich ;-)

      Usuń
    3. Wspomnienia niebieskiego mundurka :)

      Usuń